poniedziałek, 11 maja 2015

"Niektóre nieskończoności są większe niż inne."

Co można powiedzieć o tej książce, żeby oddało jej piękno i nie zabrzmiało pretensjonalnie? Co mogę napisać o powieści, która roztrzaskała moje serce na malutkie, drobniutkie kawałeczki...i już nigdy go nie poskładała? Dzisiaj – pięć miesięcy po przeczytaniu, postanowiłam napisać kilka słów na temat książki „Gwiazd naszych wina”.

Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje.”



John Green napisał książkę NIESAMOWITĄ. „Gwiazd naszych wina” to powieść, dzięki której przez chwilę stałam się szesnastoletnią Hazel. Poczułam cały ten ból i strach, przez chwilę wydawało mi się, że to mnie usuwa się grunt spod stóp, że to ja jestem Hazel, że to ja tracę moją miłość i kawałek mojego świata.

Spędzasz całe swoje życie w labiryncie, zastanawiając się, jak któregoś dnia z niego uciekniesz i jakie niesamowite to będzie uczucie, wmawiając sobie, że przyszłość pomaga ci przetrwać, ale nigdy tego nie robisz. Wykorzystujesz przyszłość, aby uciec od teraźniejszości."

Jest to opowieść o dwojgu młodych ludzi. Hazel Grace i Augustus spotykają się w grupie wsparcia dla chorych nastolatków. To moment, kiedy ich życie zmienia się nieodwracalnie. Czym tak naprawdę jest choroba? Czym jest nowotwór? Czym jest życie, a czym śmierć? Gus i Hazel nie obwiniają nikogo o cierpienie, które zostało nałożone na ich życie. Każdego dnia dzielnie dźwigają na swoich barkach ogrom choroby. Żyją pełnią życia i cieszą się miłością, którą dostali. Nie pytają „Dlaczego?”, po prostu wykorzystują każdy dzień.

,,W ciągu tych nielicznych dni dałeś mi prawdziwą wieczność i za to dziękuję."

Kto bardziej boi się śmierci? Osoba, która odchodzi, czy może najbliżsi, którzy zostają i muszą uporać się ze stratą. Najgorsze jest to puste miejsce, gdzie zawsze był ten ktoś. Zdjęcia, ubrania, zapach... Poczucie niesprawiedliwości i bezsilność. Nagle przychodzi moment, w którym uświadamiamy sobie, że coś bezpowrotnie straciliśmy...

„Na tym świecie jest tylko jedna rzecz okropniejsza niż umieranie na raka w wieku szesnastu lat, a jest nią posiadanie dziecka, które na tego raka umiera.”

Życie jest tak kruche i często niesprawiedliwe, ale właśnie to najlepiej uświadamia nam jak ważne są zwykłe momenty naszego życia. Zwykłe spokojne chwile w obliczu tragedii są najprawdziwszym cudem. Ale przecież ,,Bez smutku nie zaznalibyśmy smaku radości" Może właśnie dlatego istnieje rozpacz – żebyśmy mogli zrozumieć szczęście, a więc dlaczego obserwując codziennie ten przesycony cierpieniem świat, nadal nie rozumiemy istoty życia? Czy naprawdę tragedia musi dotknąć właśnie nas, by uświadomić nam jak wiele posiadamy?

"Kiedy chory na raka ląduje na pogotowiu, jedną z pierwszych rzeczy, o jakie go proszą, jest oszacowanie bólu w skali od jednego do dziesięciu. Na tej podstawie lekarze decydują, jakie leki i jak szybko podać.W ciągu ostatnich lat zadawano mi to pytanie setki razy. Pamiętam, jak raz na samym początku, kiedy nie mogłam zaczerpnąć tchu i wydawało mi się, że moja klatka piersiowa płonie, a płomienie liżą żebra od wewnątrz, próbując wypalić sobie drogę poza ciało, rodzice zawieźli mnie na pogotowie. Pielęgniarka poprosiła o ocenę bólu, a ponieważ nie mogłam mówić, pokazałam na palcach dziewięć. Ta sama pielęgniarka przyszła do mnie później, gdy już dostałam leki. Głaskała mnie po ręce, mierząc ciśnienie. -Masz duszę wojownika - powiedziała. - Wiem to, bo dziesiątkę nazwałaś dziewiątką. Ale to nie była do końca prawda. Nazwałam ją dziewiątką, bo chciałam zachować dziesiątkę na wszelki wypadek. I oto nadeszła jej pora, wielka i przeraźliwa dziesiątka uderzała we mnie raz za razem, gdy leżałam samotnie na łóżku wpatrując się w sufit. Fale miotały mną o skały, porywały w morze, by znów cisnąć mną o poszarpany klif i pozostawić unoszącą się twarzą do góry na wodzie, nadal nieutopioną. "

Na świecie istnieje wiele pięknych i ambitnych książek, ale „Gwiazd naszych wina” to zdecydowanie moja ulubiona pozycja. Nie wiem dlaczego, ale właśnie tak jest. Pisząc te słowa dochodzę do wniosku, że za chwilkę zaczynam czytać ją kolejny raz. Polecam z całego serduszka!



PS. Polecam również film, który wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie.  

5 komentarzy:

  1. Wow! Widzę, że w ostatnim czasie zajęłaś się wyglądem bloga. Teraz jest zdecydowanie lepiej. Wymaga jeszcze kilku drobnych poprawek, ale mimo to prezentuje się bardzo, bardzo ładnie. Postów coraz więcej. Tak trzymaj!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i również pozdrawiam :) !

      Usuń
  2. czytałam i oglądałam - podwójnie płakałam, cudowna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna recenzja! Zresztą o tej książce chyba nie da się pisać inaczej :)

    OdpowiedzUsuń